Kolarstwo od kuchni
Co trzeba poświęcić, żeby osiągnąć sukces?
Kolarstwo jak każda dyscyplina sportu wymaga poświęceń. Tym więcej, im lepsze chce się mieć wyniki. O sukcesach naszych zawodników możemy słyszeć niemalże regularnie w każdym sezonie. O tym, ile z siebie trzeba dać rozmawialiśmy z początkującą kolarką Baszty Bytów, Mileną Mroczek Gliszczyńską i znaną wszystkim Kingą Mudyn.
Jak znalazłyście się w klubie? To zwykły przypadek, pasja czy może jeszcze coś innego?
Milena Mroczek Gliszczyńska:
Dwa lata temu startowałam w zawodach w Bytowie. Tam zobaczył mnie trener i zaprosił do Baszty. Teraz jazda na rowerze towarzyszy mi codziennie.
Kinga Mudyn:
Wciągnął mnie mój brat. Początkowo nie brałam tego zupełnie poważnie. Potem jednak kolarstwo przerodziło się w pasję. To trwa już pięć lat i dziś muszę przyznać, że nie na dłuższą metę nie potrafię funkcjonować bez roweru.
Obie możecie pochwalić się sukcesami. Które są dla was najcenniejsze?
M.M.G.
Na pewno jest to zajęcie czwartego miejsca w wyścigu Grand Prix MTB Lang Skody Auto oraz pierwsza lokata w Mistrzostwach Polski w kolarstwie przełajowym. Cieszę się też z każdych wygranych zawodów na szczeblu naszego województwa.
K.M.
Największym sukcesem jest na pewno udział w Mistrzostwach Europy i zajęcie tam 19 pozycji. Poza tym srebro i brąz Mistrzostwach Polski w kolarstwie przełajowym oraz drugie miejsce w Mistrzostwach Polski LZS w kategorii open kobiet.
Sukces nie pojawia się od razu. Trzeba na niego zapracować. Jak wy pracujecie?
K.M.
Trening, trening i jeszcze raz trening każdego dnia. Spotykamy się codziennie bez względu na pogodę i święta. Ćwiczymy nawet w Wigilię (śmieje się). Każda z grup wiekowych robi trening odpowiedni dla siebie. Orliki pokonują z reguły dystans 80 – 100 km. Młodziki 40 – 50 km. Czasami pochłania to nawet cztery godziny w ciągu dnia. Jeździmy po szosach, lasach. Znamy już niemal każdy zakamarek terenów wokół Bytowa. Jeśli chce się być dobrym, nie można pozwolić sobie na przerwę. Chociaż ja musiałam sobie takie robić z powodu kontuzji i przed maturą, którą zdawałam w tym roku.
Kilka godzin każdego dnia to sporo czasu. Jak godzicie naukę z tym sportem?
M.M.G.
Przychodzę do domu. Spędzam tam trochę czasu i idę na trening. Wracam, zabieram się za lekcje i idę spać. Tak jest w trakcie roku szkolnego. W wakacje jest lżej. Mamy więcej czasu.
Kinga, wspomniałaś, że w tym roku zdawałaś maturę. Jak sobie poradziłaś?
K.M.
Jak już mówiłam, przerwałam na jakiś czas treningi, ale od razu przyznaję, że szybko zatęskniłam za rowerem. Poza tym jestem zadowolona z matury. Chcąc zajmować się kolarstwem i tak musze rezygnować z wypadów na imprezy i tego typu rzeczy, więc po prostu czas poświęcałam na naukę. Teraz zacznę studia na Akademii Wychowania Fizycznego. Czasami było ciężko, ale poradziłam sobie.
Mówiłaś też, że musiałaś przerywać treningi z powodu kontuzji...
K.M.
Tak, kilka razy chodziłam w gorsecie. Raz skręciłam sobie kręgi szyjne. Przy innej okazji uszkodziłam obojczyk. Miałam zderzenie z samochodem. Nie mówię już o potłuczeniach i zadrapaniach, które są czymś normalnym podczas wyścigów.
A Ty, Milena?
M.M.G.
Ja na razie na szczęście nie miałam takich przygód. Raz tylko poważniej uszkodziłam sobie kolano podczas zawodów. Poza tym, zdarzały się najwyżej drobne potłuczenia.
Czy takie wypadki nie zniechęcają Was do kolarstwa?
K.M.
Czasami. Kiedy chodziłam w gorsecie myślałam, że nie wrócę już do tego. Ale potem poszłam na trening i czarne myśli minęły. Największego doła można złapać po zawodach, do których przygotowywało się solidnie przez długi czas, a w trakcie złapało się gumę czy wystąpił jakiś defekt i z tego powodu się przegrało. To uczucie jest straszne, bo wiem, że nie zawiniła moja kondycja, ale to był zwykły pech. Na szczęście, kiedy wracamy do domu trener omawia nasze osiągnięcia i w takich wypadkach zawsze pociesza, że będzie lepiej. Faktycznie w to wierzymy.
Co najbardziej cenicie w tym, co robicie?
M.M.G.
Podoba mi się klimat w klubie i na zawodach. Poznałam wielu dobrych znajomych. Wiadomo, że konkurujemy ze sobą, ale poza tym mamy naprawdę dobre kontakty.
K.M.
Też podkreślam dobry klimat. Niemal podczas każdych zawodów odczuwamy to, że jako klub nie mamy za dużo pieniędzy. Sami wykładamy swoje kieszonkowe, przygotowujemy wspólne posiłki itp. W takich warunkach bardzo się ze sobą zżyliśmy. W klubie jest jak w rodzinie. Każdy coś wnosi. Chwil, które razem spędziliśmy, na pewno nie zapomnimy.
Czy przed Wami są jeszcze jakieś ważne zawody w tym sezonie?
K.M.
Milena najważniejsze starty ma już za sobą. Ja wybieram się jeszcze na Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym górskim.
Życzymy więc powodzenia zarówno w końcówce tego jak i w całym przyszłym sezonie.
K.M., M.M.G.
Dziękujemy.
Rozmawiała Magdalena Cichosz












