miasto Bytów w internecie

Fotografia lubna
Reklama i Ogłoszenia Ogłoszenia Drobne Katalog Firm

Temp. w Bytowie: b.d.

KAMIEŃ

środa, 31 marca 2010

„Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, kosztowny, a kto weń wierzy, nie zawiedzie się.”

1 Piotra 2; 6

Wujek Janek mieszkał daleko za wsią. Żeby z przystanku PKS dotrzeć do jego domu, trzeba było iść prawie godzinę. Zosia lubiła chodzić tą drogą, ale teraz, gdy padał deszcz, a ona miała ze sobą ciężki plecak, wcale nie miała na to ochoty. Na szczęście wujek wyjechał po nią swoją sfatygowaną terenówką. Wypatrzyła ją na poboczu drogi, gdy autobus w strugach deszczu podjeżdżał do przystanku.

- Witaj Zosieńko! Miłych wakacji i jak najmniej takich deszczowych dni! Zwłaszcza kiedy będziesz u nas. – Wujek stał przy drzwiach autobusu, trzymając końcami palców podniesiony kołnierz kurtki. Wziął plecak Zosi i oboje szybko przebiegli do jeepa.

Zosi o wiele bardziej się tu podobało w słoneczne dni, gdy mogła koło domu bawić się z pieskiem, kąpać się w zakolu rzeczki, pójść z wujkiem do lasu, albo zrobić dłuższy spacer do wsi i odwiedzić koleżanki. Gdy padał deszcz nie było tak ciekawie, bo ciocia i wujek mieszkali sami odkąd ich dwaj synowie, starsi kuzyni Zosi, wyprowadzili się do miasta. Mimo to chętnie spędzała tu co roku pierwsze tygodnie wakacji.

- Ciocia w domu?

- Tak, szykuje specjalnie dla ciebie pierożki z jagodami.

- O, super! A Arnold? Urósł trochę? – Zosia przypomniała sobie małego kundelka, którego przed rokiem ktoś porzucił w lesie. Gdy wujek przyniósł go do domu, był taki słaby i wychudzony, że na przekór jego marnemu losowi, wybrała mu wielkie imię.

- Chyba się zdziwisz jak go zobaczysz. To duży i piękny pies. Na pewno z radością przywita swoją troskliwą opiekunkę.

- Myślisz, że mnie pamięta?

- O, tak. Psy dobrze pamiętają i krzywdzicieli, i wybawców.

Gazik wujka minął właśnie wieś i wdrapywał się pod górkę po „kocich łbach”, którymi kiedyś wyłożono drogę. Zosia nie lubiła tego potocznego określenia, ale zawsze lubiła ten odcinek drogi. Gdy tędy szła, przeważnie wymyślała jakąś zabawę. Czasami przeskakiwała po największych kamieniach, innym razem wybierała te o różowym odcieniu. Gdy udało jej się znaleźć kawałek cegły, to rysowała na nich różne znaki. Niektóre kamienie dobrze zapamiętała, na przykład te duże i płaskie, jak tabliczki do pisania, albo takie w jaśniejsze paski. Między tymi dużymi leżały też mniejsze, które mogła wydłubać z gliny i dołączyć do swojej kolekcji. Gdy były mokre, wyglądały ciekawiej, niż kiedy wyschły i utraciły swoje barwy. Teraz jednak marzyła tylko o tym, by jak najszybciej przejechać ten odcinek drogi, który dzielił ich od ciepłego domu i pysznych pierogów cioci Ali. Już niemal dotarli na szczyt wzniesienia, z którego w pogodny dzień widać było leśniczówkę wujka, gdy przed przednią szybą jeepa wyrosła wielka ciężarówka.

- No nie! Miałem nadzieję, że teraz nic tędy nie będzie jechać. Wiozą drzewo z lasu. Musimy im zjechać z drogi.

Gazik na wstecznym biegu stoczył się nieco z górki, aż znalazło się jakieś miejsce z boku, do którego wujek zdecydował się zjechać. Ciężarówka powoli z głośnym sapaniem przetoczyła się obok nich i w strugach deszczu ledwo zobaczyli kierowcę w szoferce, który podniesieniem ręki wyraził swoje podziękowanie. Zosia była pod wrażeniem ogromnych bali drzewa na naczepie. W takich warunkach przejazd tą drogą był trudnym zadaniem. Gdyby nie „kocie łby” to ten wielki pojazd ugrzązłby w błocie.

- No, to możemy jechać dalej. – Wujek przerzucił bieg i spróbował wjechać na drogę. Gazik zabuksował w miejscu, głośno wyjąc. Wujek nieco wycofał i ponowił próbę.

- Oj, coś ten mój terenowy wóz nie daje rady w tym terenie.

Zosia widząc nieco wymuszony uśmiech kierowcy też próbowała się uśmiechnąć, ale nie było jej do śmiechu. Miała tylko nadzieję, że tych ostatnich kilkuset metrów nie będą musieli przejść na piechotę.

- Nie martw się tak. Zaraz coś wymyślimy. – wujek otworzył drzwi, wpuszczając do środka chłodny powiew. Wysiadł z auta i obszedł je wokół zaglądając pod koła. Kopnął wystający przed przednim kołem kamień i zaczął szukać mniejszych, które mógłby wrzucić w rozmiękczoną glinę. Musiał sobie pomóc saperką, którą na szczęście woził z tyłu jeepa. W pewnej chwili otworzył drzwi po stronie pasażera i podekscytowany krzyknął Zosi nad uchem.

- Wysiądź, coś ci pokażę!

- Ale, wujku, przecież leje…

- Chodź, nie pożałujesz.

Zosia, nie podzielając jego entuzjazmu zaczęła powoli gramolić się na zewnątrz. Zasunęła zamek kurtki pod samą szyję i naciągnęła kaptur na głowę.

- Co takiego? Gdzie?

- Chodź tu i popatrz. – Wujek stał na drodze w miejscu, gdzie przez lata koła wielu pojazdów wgniotły kamienie tworząc płytką koleinę.

Zosia pochyliła się nieco nad kamieniem wskazanym końcem saperki.

- Jest pęknięty. Może pod ciężarem tych drewnianych kłód?

- Może. Gdyby pękł wcześniej, to woda naniosłaby błota i nie byłoby widać, że jest wyjątkowy.

- Wyjątkowy? – Zosia przykucnęła i zsunęła kaptur na tył głowy, by móc się lepiej przyjrzeć.

Z pozoru kamień wyglądał, jak wiele innych. Na pewno w swoich zabawach nigdy nie zwróciła na niego uwagi. Bardziej się jej podobały te obok – duże, na których można było coś narysować. Teraz, w rozmiękłym gruncie te większe jakby się przesunęły, krusząc go. Choć pęknięcie było nieznaczne, można było zobaczyć coś niezwykłego. Wujek przyłożył saperkę do brzegu sąsiedniego kamienia próbując go przesunąć. Trochę się namęczył zanim, z pomocą Zosi wyłuskał dwie części kamyka z koleiny. Kiedy trzymała je w swoich dłoniach, jak połówki rozłupanego orzecha, widoczne było jego wspaniałe wnętrze wypełnione barwnymi kryształami. Gdy złożyła je razem, jego nieco chropowata, szara powłoka nie zdradzała niesamowitego wnętrza.

- Teraz masz rzadki okaz do twojej kolekcji. – Wujek uśmiechnął się i poklepał siostrzenicę po ramieniu, nie zważając na pobrudzone gliną dłonie.

Gdy gazik znowu wtoczył się na drogę, Zosia nie mogła oderwać oczu od pobłyskujących kryształów.

- Wiesz co, wujku? Gdyby nie ten ogromny ładunek na ciężarówce, może nigdy byśmy go nie zauważyli. Ten kamień coś mi przypomina. Kiedyś mama czytała mi o takim kamieniu, który ktoś, kto budował dom, wyrzucił na drogę, myśląc, że na nic mu się nie przyda. Wielu ludzi potykało się o niego, aż w końcu ktoś zobaczył, że ten kamień nadaje się nie tylko do budowania, ale nawet na podporę domu.

- Tak, kamień węgielny. To mądra myśl. Zawsze wiedziałem, że twoje imię do ciebie pasuje.

Zosia popatrzyła na wujka i oboje parsknęli śmiechem.

 

opowiadanie Ania Pawlik

 

Wielkie Święta Wielkiej Nocy

to Jezusa ból, cierpienie,

Walka, nieludzkie zmaganie

I zwycięstwo – ZMARTWYCHWSTANIE!

Pan zwycięzcą się okazał,

Przez co winy nasze zmazał.

 

Życzę wszystkim Bytowiakom,

By czerpali z tej ofiary

siłę, zdrowie, radość,

ŻYCIE – które nie ustaje,

MIŁOŚĆ – która nie zna miary.

 

Adam Burandt, pastor Kościoła Zielonoświątkowego w Bytowie

 


 
REKLAMA
PolmorDrutex SA. Najlepsze okna... Bez kitu!!!